Recykling rowerowy to idea, która przyświeca nam przy tworzeniu coraz to nowych rowerów. Ale o co chodzi? Wychodzimy z założenia, że w rowerze liczy się przede wszystkim jego używanie. Każda część ta najdroższa i ta najtańsza generuje te same osiągi stojąc w garażu. Sytuacja zmienia się w czasie jazdy to fakt. Pojawia się jednak wątpliwość, czy aby na pewno wykorzystam wszystkie 147 przełożeń jakie oferuje mi moja przerzutka albo czy superamortyzowany widelec, dostępny w supermarkecie zdoła sprostać krawężnikowi? „Fetyszyzm technologiczny”, to właśnie ten stan w którym dążymy do posiadania rzeczy, które zawierają w sobie funkcje z których absolutnie nie korzystamy. Możemy powiedzieć i co z tego, nigdy nie wiadomo kiedy przydać się mogą, zwłaszcza że dużo nas to nie kosztowało, bo teraz rower we wspomnianym wcześniej cudmarkecie, mogę kupić za 200zł a za te 200zł ... czego ten rower nie ma, chyba tylko zraszacza do trawnika. I tu dochodzimy do sedna, stare porzekadło mówi, że jak coś jest do wszystkiego to jest .. nierzadko pozostawiające wiele do życzenia. Otoczeni wszechogarniającą tandetą pod płaszczem nowości postanowiliśmy powiedzieć; „Chwila moment!” pochylmy się nad tym co było, bo zazwyczaj może poszczycić się metryką made in Poland, albo sdjełan w cccp, co z tego że w całości nie pojedzie ale w myśl szczytnej akcji podziel się organem , tchnie żywot w inny pojazd, który odpowiednio pomalowany stanie się niepowtarzalny jak każdy jego użytkownik.
